Krok przede mną

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Co roku zachwyca mnie budzącą się do życia przyroda. Przypomina mi o tym, że ani śmierć, ani przemoc, ani mrok nie mają ostatniego słowa.

Bywają dni, kiedy nie mam sił i kiedy chciałabym zamknąć oczy i obudzić się dopiero, gdy skończy się jakiś trudny etap mojej drogi.

Jednak za każdym razem, zamiast zamykać oczy – otwieram je szerzej.
By zobaczyć, że jest coś dalej.
By poczuć, że nie jestem sama.
By znów odkryć, że krok przede mną jest ON.
***
„Ty jesteś Bogiem działającym cuda.” (Ps 77, 15a)

Większy

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To, co się dzieje wokół, wielu z nas wytrąca z równowagi. Owszem, trzeba żyć, jak mawia nasz dobry znajomy, ale z drugiej strony – nie można też udawać, że nic się nie stało (bo przecież się stało!).

Rozmiar cierpienia, jakie widzimy i z jakim się stykamy może przytłaczać, zdaję sobie z tego sprawę. Ale po raz kolejny odkrywam, jak ważne jest to, by przypominać sobie wciąż na nowo (i z mocą!), że od zła, przemocy, łamania praw człowieka, bestialstwa i bezkarnej agresji jest Ktoś większy i że zło nie ma ostatniego słowa. Amen!

Ani paraliżujący lęk, ani to, co każe nam zamykać oczy i uszy na wołanie potrzebujących, nie musi nad nami panować, nie musi mieć nad nami władzy. Tylko Pan, któremu poddaliśmy swoje życie ma takie prawo.

Myślę, że czas, jaki przeżywamy, to sprawdzian naszej wiary. Oczywiście, nie zdajemy żadnego egzaminu – sami przed sobą (i przed Bogiem) zdajemy sprawę w tego, czy jesteśmy ludźmi wierzącymi, gotowymi pójść za naszym Panem wszędzie, dokądkolwiek pójdzie, nawet w tam, dokąd nie chcielibyśmy pójść (por. J 21, 18).

To czas zerwania z  hołdowaniem bożkowi o imieniu Święty Spokój. (Oczywiście nic ze świętością nie ma on wspólnego, ale być może przez to skojarzenie dla kogoś jego imię jakoś tak „ładniej” brzmi, ale to bardzo mylące, ostrzegam!;)

Jest on dla wielu wierzących (i dla wielu niewierzących także) obiektem westchnień i modłów. „Żeby tylko nie prysł ten święty spokój, żeby nie zniknął!”, zdają się błagać. Jest najważniejszy w życiu tak wielu osób! Są one w stanie wiele poświęcić dla tego żarłocznego bożka. Swój rozwój, relacje z innymi, a w końcu własną duszę. „Nie budźcie mnie, chcę przespać życie w tym miłym ciepełku, w tej namiastce raju, jaką sobie tworzę, w tym wyimaginowanym świecie. Tak jest dobrze i niech tak zostanie” – zdają się  mówić.

Do odważnych świat należy, słyszałam od małego. Tak, wstawianie z kanapy, do którego zachęca papież Franciszek, nie ma wiele wspólnego ze świętym spokojem, a raczej z odwagą.  I z wyjściem poza to, do czego się przyzwyczailiśmy, co wydaje się takie znane, wygodne, przewidywalne.

I często martwe.

A życiodajne jest to, by iść tam, dokąd pójdzie Baranek (por. Ap 14, 4). To jest to, co mnie pociąga wewnętrznie, co jest przygodą mojego życia.

Pół roku temu, podczas rekolekcji prowadzonych dla naszej wspólnoty, padło ważne pytanie: Gdzie jest teraz Jezus i czy my za Nim w tym idziemy?

(I nie chodziło o liturgię, bo to oczywiste.) Gdzie On teraz jest? Do czego w tym momencie wzywa?

Czy za Nim idę, czy może mam kłopot, by się ruszyć z kanapy – mogę nie zdążyć dobiec, gdy się zbytnio na niej zasiedzę.

Nie ma czasu na składanie darów bożkowi świętego spokoju.

Dwom panom nie można służyć – to niemożliwe! (por. Mt 6, 24).

***

 „Dlatego zginam kolana moje przed Ojcem, od którego bierze nazwę wszelki ród na niebie i na ziemi, aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka. Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą.

 Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków! Amen.” (Ef  3, 14-21)

 

Już są

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Dzwoni telefon. „Do trzech razy sztuka”, myślę sobie, mając w pamięci dwie rodziny, którym  zadeklarowaliśmy się udzielić schronienia, a które ostatecznie do nas nie dotarły, a także wyczekiwanie naszych dzieci na ich przyjazd (i nasze, dorosłych, wyczekiwanie również). To jest wojna, a nie wycieczka czy wczasy, więc rozumiem jak najbardziej to zamieszanie z odwołanymi przyjazdami. Mam jednak wielką nadzieję, że tym razem goście z Ukrainy dotrą w końcu pod nasz dach.

Sprawdzam ostatni raz wyprawkę dla maleństwa. Składam kocyki, wygładzam pościel. Ostatni rzut oka na pokój.

***

Przyjaciółka z Rzeszowa już się doczekała „swojej” rodziny. Odsypiają podróż. Dzieci są tak maleńkie i zagubione w nowej rzeczywistości. Niech odpoczną. Teraz już nie muszą się nigdzie spieszyć, są bezpieczne.

***

Znajoma z Torunia opowiada z przejęciem, ile osób włączyło się w pomoc rodzinom, które do nich przybyły. „To niesamowite!”, wykrzykuje mi do słuchawki. „To jest tak, jakby nasi ludzie tylko czekali na sygnał, by ruszyć ze wsparciem: są tak otwarci i hojni!”

***

Obserwuję, jak T. z uwagą i wielkim skupieniem maluje dwie flagi: biało-czerwoną i niebiesko-żółtą. Pyta mnie, jak się pisze „dzień dobry” w języku naszych gości. Ja z kolei dopytuję, czy to jest zadanie domowe. Nie, to jego własna inicjatywa. Jestem wzruszona, bo wiem, jak dużo go kosztuje, by skupić się na czymś przez dłuższą chwilę.

***

W klasie młodszego synka już są od wczoraj dwaj nowi uczniowie, w klasie starszego jest ich czworo. W przedszkolu u córeczki także od wczoraj powiększyła się liczba przedszkolaków. U jeszcze starszego syna dzieci z Ukrainy mają pojawić się dopiero w poniedziałek. W klasie zaś najstarszego, jeszcze nic nie wiadomo na ten temat, ale już zbierane są nowe przybory szkolne. To tylko kwestia czasu, tylu przecież uciekło z terenów objętych terrorem, że na pewno tych kilkoro, których teraz widzimy czy oczekujemy to dopiero początek.

***

Szkolny hol tonie w niebiesko-żółtych kwiatach i flagach w tych samych barwach. Wszędzie widoczne są napisy w języku polskim i ukraińskim, wzywające do zaprzestania wojny oraz skierowane do uchodźców – pełne otuchy i życzliwości.

***

– Mamo, wygrywamy! – woła syn, pokazując mi wyświetlacz telefonu z otwartym serwisem informacyjnym. Tak, powinnam wytłumaczyć mu od razu, że to tylko jedna i do tego niewielka miejscowość odbita z rąk wroga oraz że to tak nie do końca „my” wygrywamy, ale nasi sąsiedzi zza wschodniej granicy, jednak nie robię tego. Przyjdzie na to odpowiedni moment.

Poza tym czuję bardzo podobnie: na poziomie rozumu potrafię rozdzielić rzeczywistość na „tam” i „tu”, ale na poziomie serca jestem „tam”; nie widzę granicy, bo jej… nie ma.

***

„Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a odwiedziliście Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”.
Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić?  Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? Lub nagim i przyodzialiśmy Cię?  Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”  A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. (Mt 25, 35-40)

Niebiesko-żółty

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To wszystko dzieje się tak szybko… Pakuję kolejne produkty, za chwilę zawiozę je na miejsce zbiórki. Córeczka oddaje swój koc, syn – „zachomikowane” ulubione przysmaki. Nie ma czasu na sentymenty – to co jest najpotrzebniejsze trzeba jak najszybciej przekazać tym, którzy  ucierpieli na skutek wojny.

Dowiadujemy się, że ojciec naszej znajomej, który mieszka na Ukrainie, nie ucieka jednak do córki i syna od lat już mieszkających tu, w Polsce. Mężczyzna ma już siedemdziesiąt lat, ale decyduje się pozostać i bronić miasta. Nie opuszcza swojego ogarniętego ogniem kraju, choć ma taką możliwość – nie wiadomo zresztą jak długo jeszcze, bo chodzą głosy, że i ta droga zostanie odcięta – on pozostaje, mimo podeszłego wieku.

Kontaktuję się z kuzynką, która mieszka blisko wschodniej granicy. Ona też jest właśnie w trakcie kompletowania darów, które ruszą za moment w konwoju. Mówi, że nie jest w stanie oglądać telewizji – łzy same napływają jej do oczu, gdy słyszy o tym, co się dzieje tam, na wyciągnięcie ręki niemalże.

Trwa ciągła modlitwa, podejmujemy post.

Teraz jest czas, by okazać serce, ale też moc wiary, która nie jest martwa.

Kiedyś Pan nas zapyta: Gdzie byłeś, gdy strzelano do  Mnie, gdy nie miałem w co się ubrać ani czym okryć?

***

„Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. ” (Jk 2, 15-17)

Jedno

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Pada grad, a za chwilę spomiędzy chmur wychyla się słońce. Jadę jak zwykle moją ulubioną trasą wśród pól i łąk. Widzę pierwsze oznaki wiosny, zieleniejące się pola, a chwilę potem patrzę na przesłane przez kuzynkę zdjęcia – pełne śniegu. Takie kontrasty, tak duże różnice, choć nie jesteśmy przecież  bardzo daleko od siebie!

Myślę o tym, że w życiu, podobnie jak w przyrodzie wokół nas, sporo jest takich zaskakujących zestawień. Cieszę się, że jest tak różnorodnie i lubię czasem spojrzeć z innej perspektywy na to, co jest moją codziennością.

Bardzo pomaga mi złapać oddech  spojrzenie z lotu ptaka.  Szerszą perspektywę zawdzięczam między innymi CHARIS . Niedawno zakończyła się druga edycja czternastotygodniowego kursu Służebne Przywództwo, w którym uczestniczyłam. Wraz z mężem, wraz z odpowiedzialnymi z naszej wspólnoty. Ale też wraz z osobami z innych wspólnot, innych rzeczywistości w Kościele.

Dobrze jest usłyszeć i zobaczyć, że jesteśmy rodziną, że jesteśmy jedno, choć mamy różne doświadczenia, różne metody działania, ale za to – wspólną mentalność, wspólne wejście w Strumień Łaski, jak pięknie nazywa to papież Franciszek.

Dobrze jest usłyszeć zakonnika z Azji, dzielącego się swoim świadectwem pracy z potrzebującymi. Mężczyznę z Indii, żonatego, ojca rodziny, zaangażowanego w ewangelizację. Polaka, który z pasją mówi o Jezusie, ilustrując swoją wypowiedź historiami z życia wnuków.

Modlitwa, mimo że online, porusza wewnętrznie, zwłaszcza ta wstawiennicza, tak osobista i charyzmatyczna.

Jedność wychodząca daleko poza schematy i przyzwyczajenia: jedność chrześcijan, która zaczyna się od zwykłych rozmów i dzielenia, od wspólnego posiłku – daje nadzieję!

Dobrze czasem zobaczyć szerszy kontekst tego, co jest sercem codzienności. I dobrze poczuć, że nie jest to sprawa prywatną jakichś pojedynczych, oderwanych od siebie ludzi. Wprost przeciwnie.

Wtedy nie boli tak mocno, gdy ktoś – mimo, że mieni się wierzącym – podważa sens ewangelizacyjnej misji, gdy nie chce słyszeć, jak dobry i potężny jest Bóg, jak działa, także w naszych czasach, a nie tylko Pierwotnym Kościele.

Nie boli aż tak, bo nie bierze się tego „do siebie”, nie traktuje jako personalnego ataku. Wie się, jak jest naprawdę, nie trzeba się więc z nikim spierać.

Można po prostu iść i świadczyć. Być blisko. Słuchać. Ale też nie pozwalać zamykać ust, pełnych uwielbienia. Nie pozwalać sobie zatrzaskiwać serca – pełnego ufności.

Gdy byłam nastolatką moi znajomi ostrzegali mnie, że – z takim ufnym nastawieniem, jakie mam – świat mnie zje, że ludzie lubią dla chorej przyjemności dokuczyć, wyśmiać, że może by tak spasować, odpuścić sobie, by potem niepotrzebnie nie cierpieć.

Już od dawna nie jestem nastolatką – mam za to nastoletnie dzieci. Nie zmieniłam nastawienia, mimo trudności, przez które przeszłam. Jedno, czego się nauczyłam od tamtego czasu, to na pewno to, że NIE JESTEM SAMA.

Że ta posługa jest osadzona w o wiele szerszym kontekście, niż mogłam przypuszczać, mając kilkanaście lat.

***

„Kto Was dotyka- dotyka źrenicy mojego oka.” (Za 2, 12)

Wybór

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Błogosławieństwo, a nie przekleństwo. Życie, a nie śmierć.

Ten wybór jest stale przede mną.

Tym samym językiem błogosławię, tym samym – mówię słowa, które ranią.

Tego samego dnia jestem w sytuacji, w której mam wrażenie, że jestem u kresu sił, by za chwilę odkryć nowe jej pokłady.

Szukanie ścieżek życia i porzucanie tych, które są ścieżkami śmierci to moja codzienna praca, to moje stałe zajęcie.

***

„Nie siła, nie moc, lecz Duch mój dokończy dzieła.” (Za 4,6)

 

 

 

Trzy

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Zerkam na zegarek. Przed chwilą dowiedziałam się, że ma zanocować u nas kobieta w średnim wieku, znajoma z innego miasta. Powlekam dla niej pościel, szykuję kolację i kładę spać dzieci (te młodsze, bo starsze idą same do łóżek).

„Cisza jak makiem zasiał”, myślę. To nie jest planowana wizyta. Z powodu wypadku, jaki wydarzył się na „esce”, znajoma nie zdążyła na pociąg do domu i ma zatrzymać się u nas na noc. Dzieci nie będą miały okazji poznać naszego gościa: przyjedzie, gdy będą już spały –wyjedzie, gdy jeszcze będą spały.

Czas ucieka nam szybko – zazwyczaj nie chodzę tak późno spać, bo bardzo wcześnie wstaję co rano. Tym razem jednak „zabalowujemy” z naszym gościem trochę. Nie jest to bal oczywiście, ale rozmowa, przeplatana świadectwami Bożego działania oraz zabawnymi anegdotami. Toczy się tak wartko, że aż szkoda ją przerywać.

Przy wczesnym śniadaniu wracamy do przerwanych wątków. Najbardziej urzeka mnie radość emanująca od tej kobiety. Spełnione życie, myślę, życie  zgodne z powołaniem.  Mój mąż, po odwiezieniu jej na dworzec, dzieli się ze mną podobnymi spostrzeżeniami. To kolejne świadectwo osoby żyjącej nie w małżeństwie, nie w zakonie, ale w służbie Bogu i ludziom jako osoba samotna.

Nieładnie brzmi to „osoba samotna”, bo przecież ta osoba samotna nie jest. Może lepsze jest fachowe określenie „świecki celibat”? Chociaż też niewiele mówi, ale jeszcze mniej „singiel, singielka”, którego jakoś, szczerze mówiąc, nie trawię.

W każdy razie spotykam ostatnio osoby, które nie żyją w małżeństwie ani w zakonie, ale które oddają swoje życie dla innych i na służbę dla Boga. Zachwyca mnie to i inspiruje, bo stanowi jaskrawy kontrast wobec postawy osób (które też mam wokół siebie…): wiecznie sfrustrowanych i domagających się „użalania”  nad nimi z powodu tego, że nie mają „drugiej połówki”. Nie mogą służyć, bo przecież jest „foch”:  „Ja chcę męża/żonę, a Ty mi, Boże, nie dajesz, to jak mam się angażować dla innych?!” Nie wiem, jak wtedy rozmawiać : ja osobiście bym się nie chciała pobierać z tak roszczeniową i zgorzkniałą osobą.

Stan cywilny zresztą nie ma tu większego znaczenia: jeśli bożkiem staje się spełnienie moich (nawet godziwych) pragnień, nie ma już miejsca na nic innego, zwłaszcza na drugiego człowieka. „Ja chcę i tak musi być, bo tupnę nóżką!” – również w małżeństwie spotkać  można takie postawy, niejedną taką kobietę widziałam wśród tych okrytych habitem i welonem, niejednego  takiego mężczyznę rozpoznawałam ze zgrozą wśród noszących koloratki.

To nie jest kwestia stanu cywilnego czy drogi życiowej. Na każdej z tych trzech dróg można się pogubić i „spoganieć”. Jeśli ja sam, sama jestem dla siebie miarą, nie ma już szans, by „zmieścił się” tam ktoś jeszcze. Szczególnie ten Inny. Niezrozumiały i, nie wiedzieć czemu, niespełniający moich marzeń. Nieprawdaż?

Ale na przeciwległym krańcu tych życiowych postaw widzę osoby, które świadectwem  swojego życia i swoją dyspozycyjnością wobec Boga pociągają mnie do Niego. Są wewnętrznie piękne. To nie znaczy, że idealne i bez skazy. Nie wierzyłabym im, gdyby jako „wygładzone” prezentowały się wszem i wobec. One, mam wrażenie, nawet nie mają świadomości rozmiaru światła, jakie od nich bije. Owszem, są pełne mocy, ale nie prze-mocy. To jest raczej wewnętrzna siła, niż siłowanie się z kimkolwiek. Życie w wielu przypadkach wcale ich nie rozpieszcza, ale nie poddają się zbyt łatwo; byle podmuch ich nie łamie.

Takie osoby rozpoznaję na każdej z tych trzech dróg. Żyją zgodnie ze swoim powołaniem, realizują je, ale powołanie nie staje się dla nich pancerzem i okazją do ucieczki przed trudnymi relacjami czy niekomfortowymi sytuacjami.

„Módlmy się o liczne i święte… powołania do małżeństwa!” z przejęciem wołał na każdej Mszy świętej podczas rekolekcji dla młodzieży, wiele, wiele lat temu, nasz znajomy ksiądz (zmarły podczas pandemii, nieodżałowany duszpasterz). W końcu inny kapłan, jego kursowy kolega, nie wytrzymał: „Co ty z tymi małżeństwami?! O powołania do zakonu i do seminarium się trzeba modlić!” Na co tamten, zupełnie niezbity z tropu, odparował: „A co, myślałeś, że tylko twoje powołanie jest święte?”

Są trzy. Czasem o tym zapominamy.

***

„A zatem zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój” (Ef 4, 1-3)

 

Policzyć

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Budzę się rano i czytam biblijny tekst zachęcający do uwielbienia Boga w Jego cudach i zawartą w tym fragmencie sugestię, że nigdy nie skończę tego wielbienia: „Chwaląc Pana, wywyższając Go, nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie do końca” (Syr 43, 30b).
Chwilę później słucham utworu o milionie małych cudów (Maverick City), które trudno wprost policzyć. Ten utwór to jedno wielkie, pełne wdzięczności względem Boga, świadectwo.
W tym miesiącu ruszamy w naszej wspólnocie z warsztatami o świadczeniu, wsłuchuję się więc uważnie w te słowa i dokładam do nich moje własne świadectwo.
Tak, kiedy dostrzegam Boże działanie w codzienności, kiedy mam w sercu wdzięczność za nie – widzę tego działania coraz więcej. To ciekawe: kiedy daję świadectwo, za chwilę właściwie jest kolejny i kolejny powód, by je znów złożyć, by oddać Bogu chwałę.
W pewnym momencie rzeczywiście jest trudno policzyć te wszystkie małe cuda, błogosławieństwa, łaski. Taki jest nasz Pan: otwiera oczy na to, co dzieje się w nas i wokół nas. W miejsce zgorzknienia i niezadowolenia daje zachwyt i otwartość na Jego działanie.
Chcę zachować otwarte serce. Chcę uwielbiać Boga we wszystkim. Chcę widzieć i doceniać dobro, choćby jego okruchy. Chcę dziękować i świadczyć.
Iść naprzód.
Bo nie da się policzyć tego, co daje Bóg.
To nie moja zasługa, to nie coś, co mi się należy.
To łaska.
Nie da się jej policzyć.
***
„Jak nieocenione są dla mnie myśli Twe, Boże,
jak jest ogromna ich ilość!
Gdybym je przeliczył, więcej ich niż piasku;
gdybym doszedł do końca, jeszcze jestem z Tobą.” (Ps 139, 17-18)
„Wiele moglibyśmy mówić, ale do końca byśmy nie doszli,
zakończeniem zaś mów niech będzie: «On jest wszystkim!»
Jeżeli zechcemy jeszcze Go chwalić, gdzie siłę znajdziemy:
Jest On bowiem większy niż wszystkie Jego dzieła.
Panem jest straszliwym i bardzo wielkim,
a przedziwna Jego potęga.
Gdy wychwalać będziecie Pana, wywyższajcie Go,
ile tylko możecie, albowiem i tak będzie jeszcze wyższym,
a gdy Go wywyższać będziecie, pomnóżcie siły,
nie ustawajcie, bo i tak nie dojdziecie [do końca].
Któż Go widział i mógł to opowiedzieć,
i któż Go tak wysławił, jak tego jest godzien?
Istnieje wiele tajemnic jeszcze większych niż te,
widzimy bowiem tylko nieliczne Jego dzieła.
Pan bowiem uczynił wszystko,
a bogobojnym dał mądrość.” (Syr 34, 27-33)

Zaświeć

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Z samego rana otrzymuję przypomnienie od jednej z osób z naszej grupy dzielenia (utworzonej w ramach kursu CHARIS) o dzisiejszej modlitwie o pokój, do której wzywa papież. Tak, to dziś.

Nie tylko za naszych sąsiadów zza wschodniej granicy (choć za nich przede wszystkim!), ale także za cały kontynent, którego bezpieczeństwo stanęło pod znakiem zapytania, jak ujął to Ojciec Święty.

Nie wiemy, jakie decyzje podejmą politycy ani przedstawiciele rządu tego czy innego kraju. Nie wiemy, czy wojska, tak licznie gromadzące się wokół granic, ruszą w końcu na siebie. Albo czy atak nastąpi w mniej spodziewany, za to bardziej wyrafinowany sposób (może hybrydowy, a może jeszcze inaczej – w cyberprzestrzeni).

Wstawiennictwo

Jest takie piękne zdanie w książce „Moc uwielbienia”, mówiące o tym, że zamiast w trudnych sytuacjach wciskać przycisk z napisem „panika”, lepiej zwrócić się w modlitwie do Boga, uwielbiać Go we wszystkim, także w tym, czego zupełnie nie rozumiemy. Jestem o tym głęboko przekonana. Dlatego przyłączam się do wstawiania się o pokój, a właściwie podejmuję na nowo rozpoczętą kilka dni temu modlitwę.

Jestem przekonana o tym, że sieć modlitwy oplata całą ziemię. Co więcej, wstawiają się także ci, którzy już odeszli. Całe niebo oręduje za nami. Nie możemy tego zobaczyć, ale na pewno choć raz to odczuliśmy.

Na pewno choć raz doświadczyliśmy tego, że nie jesteśmy sami, że ktoś się za nas modli, że słowa poznania czy proroczy obraz jest skierowany dokładnie do nas, choć nikt nie mógł tego wiedzieć, bo dotyczył takich szczegółów, którymi nie dzielimy się ze wszystkimi.

Na pewno choć raz doświadczyliśmy tego, że gdy w modlitwie wiernych pada wezwanie, ono idealnie opisuje sytuację, w której się znaleźliśmy, choć nikt z ambony nie wskazuje na nas palcem ani nikt nie obraca się w ławce przed nami, by wypatrzeć,  za kogo tym razem „Ciebie prosimy”.

Prorocze wstawiennictwo

Odkrywamy to zwłaszcza wtedy, gdy Bóg objawia nam coś, o czym wcześniej nie wiedzieliśmy. Gdy kładzie nam na sercu jakąś sprawę, jakąś osobę, a potem okazuje się, że rzeczywiście to był moment, gdy dany człowiek bardzo potrzebował wsparcia, gdy dana sytuacja była bardzo dramatyczna i mogła skończyć się źle.

Jestem Bogu wdzięczna, bo wiele razy tak właśnie zadziałał w moim życiu. I ufam, że jeszcze wiele przede mną!

Ogłaszanie Bożego panowania

Wiara to nie tylko recytowanie „Credo”, ale to głębokie zaufanie i powierzenie się Bogu. To ogłaszanie Jego Imienia nad tą ziemią, na której żyjemy. To wzywanie Go i ogłaszanie Jego potęgi. To uwielbianie Go, niezależnie od tego, jak sprawy się potoczą.

To chodzenie w Jego mocy.

Latarnia

Gdy byłam mała, bardzo lubiłam pieśń, której refren brzmi: „Zaświeć latarnię na brzegu,/Dobije tam moja łódź./Odnajdę tam Bożą łaskę,/ Nauczę się kochać i czuć.”

Wierzę, że modlitwa zapala taką latarnię. Nie musimy wiedzieć, ile dokładnie łodzi i statków dzięki niej nie rozbije się o skały. To nie jest nam koniecznie potrzebne – ważne, byśmy wiedzieli, że dla kogoś to światło to szansa na przeżycie. W fizycznym i duchowym znaczeniu.

***

„Panie, ostojo moja i twierdzo, mój wybawicielu!
Boże mój, skało moja, na którą się chronię,
tarczo moja, mocy zbawienia mego i moja obrono!
Ty mnie wyzwalasz od wszelkiej przemocy.
Wzywam Pana, godnego chwały,
a będę wolny od moich nieprzyjaciół.
Ogarnęły mnie fale śmierci
i zatrwożyły mnie odmęty niosące zagładę.
Oplątały mnie pęta Szeolu,
zaskoczyły mnie sidła śmierci.
W moim utrapieniu wzywam Pana
i wołam do mojego Boga.
Usłyszał On głos mój ze swojej świątyni,
a krzyk mój dotarł do Jego uszu.

Bo Ty, o Panie, jesteś moim światłem:
Pan rozjaśnia moje ciemności.” (2Sm 22, 2-7.29)

Budzi się

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„A nadzieja zawieść nie może…”, przypominam sobie raz po raz ten biblijny fragment i cieszę się bardzo z tego, co już teraz widzę. O ile bardziej ucieszę się, gdy w końcu zobaczę to, co na razie jest zakryte przede mną!
Zwalniam tempo, zbieram siły, chwytam dobrą książkę, zaparzam imbir z pomarańczą. Myślami od czasu do czasu błądzę w okolicach Rzeszowa, gdzie mój mąż jest teraz w delegacji. Jestem trochę jak łącznik, gdy przekazuję informację, gdzie jest najlepsza zupa cebulowa, a gdzie przepyszne pączki według starej receptury. Nasz najstarszy syn za to jest teraz trochę jak ekspert- spędził w tamtych stronach kilka ostatnich dni starego roku i wrócił oczarowany.
Moja dobra znajoma, z którą od prawie piętnastu lat wymieniamy się codziennymi przemyśleniami, nadal przekonuje mnie, by nie wybiegać zbytnio naprzód. Kiedyś chyba sobie powieszę tę radę nad łóżkiem, żartuję w myślach.Ale może nie byłby to zły pomysł: mimo upływu lat, wciąż muszę to sobie raz po raz- z jej pomocą- przypominać.
Jednak konkurs na cytat nad głową wygrywa inny tekst. Ten biblijny. Nie wieszam go jednak nigdzie, wolę mieć go w żywej pamięci.
Rzucam kotwicę za horyzont. Moja nadzieja jest tam zakorzeniona. To nie jest „głupia” nadzieja, dotycząca kaprysów, zachcianek. To jest silna, mająca swoje uzasadnienie, mądra ufność.
Czasem nadzieja wbrew nadziei, choć logiczniej pewnie powinno się mowić: nadzieja wbrew beznadziei.
Myślę, że najbardziej biednym człowiekiem nie jest ten, któremu brakuje pieniędzy, ale ten, który stracił swoją nadzieję.
Moja nadzieja jest w Bogu. Jemu ufam. Wiem, że się nie zawiodę. Co nie znaczy, że nic złego mnie nie spotka. Wiara to nie polisa na bezbolesne życie. To relacja. To zaufanie.
Jest taka piękna pieśń gospel, której słowa mówią o tym, że Bóg zamyka usta niewiary. Tak to właśnie widzę. Duch niewiary jest tym, co krępuje nasze myślenie, nasze działanie. Jest tym, co sprawia, że jesteśmy do bólu racjonalni, ale nie na zasadzie trzeźwego myślenia, do którego zachęca w swoich listach św. Paweł, tylko na zasadzie „racjonalizowania” i szukania wciąż jakiegoś banalnego wyjaśnienia dla rzeczy, które są po prostu tajemnicą. Ale tajemnicą rozumianą jako misterium, jako dotknięcie tego, co niepojęte, a nie tajemnicą rozumianą jako zagadka czy rebus albo szyfr do złamania.
Zamknij usta niewiary, ta modlitewna prośba wybrzmiewa raz po raz w przywołanym utworze. Bardzo go lubię. A jeszcze bardziej lubię widzieć, jak właśnie się to dzieje, jak budzi się wiara!
***
A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany.”
(Rz 5,5)

Przejdź do paska narzędzi