Chlebie żywy

Tagi

, , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Skończyliśmy dwudniową ewangelizację od drzwi do drzwi. Najbardziej poruszające dla mnie było ostatnie spotkanie, w domu kobiety, która dużo przeszła w swoim życiu, a teraz mieszka sama, do tego ostatnio długo chorowała.
Gdy wychodziliśmy od niej, mocno nas wyściskała, mówiąc: „Jestem taka szczęśliwa!”.

Bóg przychodzi do nas w różny sposób.
Okazuje nam swoją miłość również przez drugiego człowieka.

A dziś – w Boże Ciało – przychodzi do nas szczególnie jako żywy Chleb.

Gdy umieszczałam wieczorem na drzwiach i oknie naszego domu eucharystyczne emblematy, myślałam o tym, jak to dobrze, że mamy Go na wyciągnięcie ręki.

Ale samotnych i zagubionych również mamy tak blisko siebie. To może być nasz sąsiad, to może być dziecko, idące obok nas ulicą.

„Pan jest blisko, między nami, w tłumie ludzi gdzieś wmieszany”, jak mówią słowa pieśni z czasów mojego dzieciństwa.

A dziś od rana towarzyszy mi jeszcze starsza pieśń, którą będziemy śpiewali za chwilę na procesji: „Idzie, idzie Bóg prawdziwy. Idzie Sędzia sprawiedliwy. Stańmy wszyscy pięknym kołem i uderzmy przed Nim czołem”. Pan jest blisko!

*
„Chlebie żywy, łamany drzewem krzyża, uwielbiamy Cię!
Krwi przenajświętsza, uzdrowienie naszych ran, uwielbiamy Cię!
Jezus, to nasz Pan, uwielbiajmy Go!”. Amen.

Zdrowie duszy

Tagi

, , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Co dzień przynosimy do pracy „zieleninkę”, jak żartobliwie nazywamy z koleżanką nasze sałatki. Jedni, patrząc na nas, krzywią się, inni z uznaniem kiwają głowami.
Niezależnie od reakcji, wyjmujemy własnej roboty kompozycje warzywne i rozmawiamy o tym, co u nas i wokół nas, a kolejne osoby dosiadają się i dołączają do rozmowy. Bardzo lubię te wspólne chwile w mojej pracy.

Już za kilka dni udamy się z naszą wspólnotą (i z osobami, które do nas dołączyły z innych wspólnot) na ewangelizację. Zapukamy do drzwi domów. Oczywiście nie będziemy nikogo do niczego przekonywać – nie chodzi przecież o prozelityzm, ale o podzielenie się doświadczeniem spotkania z żywym Bogiem, o pobycie z osobami, które mogą mieć inne niż nasze poglądy. Nikomu nie będziemy na siłę serwować „sałatki dla duszy”. Usiądziemy, jak zwykle, i posłuchamy opowieści tych, którzy często mają doświadczenie niewysłuchania – ze strony bliskich czy różnych instytucji.

Ale również może się zdarzyć, że wcale nie usiądziemy- przecież bywa, że drzwi pozostają zamknięte, albo że zza nich słyszymy przykre słowa. Wiemy, że nie jesteśmy ich bezpośrednimi adresatami. Często chodzi o jakieś niezabliźnione rany, trudne relacje, nieprzebaczenie.

Zazwyczaj osoby, które nie życzą sobie spotkania z nami, mówią to w sposób otwarty i kulturalny. Bywają jednak i takie osoby, które z jakichś powodów potrzebują uzewnętrznić swoje emocje, czasem w mało kulturalny i nieempatyczny sposób.

Czy nas to wstrzymuje, zniechęca? Czy sprawia, że kolejnego roku nie bierzemy udziału w ewangelizacji? Oczywiście, że nie. To, co jest dla nas najważniejsze, nie jest zależne od reakcji innych.

Zwłaszcza, że reakcje są różne: od tych, opisanych wyżej, negatywnych, po bardzo pozytywne, czasem nawet zakrawające na cud, gdy spotykamy kogoś, kto modlił się, by Bóg mu zesłał pomoc, by przysłał człowieka z dobrym słowem… Do każdego podchodzimy z otwartymi sercem, nie wiedząc z wyprzedzeniem, co nas spotka w zderzeniu z tym konkretnym człowiekiem.

Mamy dla niego coś zdrowego – słowo Boże. Coś, co przywróci mu apetyt, jak sałatka warzywna po różnych fast foodach. Ale prowadzimy go następnie dalej, po konkrety. Po Chleb, który daje życie. A kto Go spożywa nie będzie już łaknął.

Wychodzimy na opłotki, by zapełnić salę weselną naszego Przyjaciela. Wielu z zaproszonych nie przybyło, dlatego nasz Pan wezwał nas, by iść na rozstajne drogi i nakłaniać, zachęcać do przyjścia na ucztę.

Los posłańców może się różnie potoczyć, jak pamiętamy z Ewangelii, ale gra jest warta świeczki – uczta jest gotowa. I są pyszne sałatki :)

Przyjdź

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jeden z synów zastanawiał się, jak została zamocowana w tym zabytkowym kościele, do którego przyjeżdżamy regularnie już od lat, ogromna dekoracja w kształcie gołębicy z siedmioma płomieniami, drugi pytał o słowa pieśni do Ducha Świętego, śpiewanych wczorajszego wieczoru w dużej ilości. To było nasze indywidualne czuwanie przed dzisiejszą uroczystością – adoracja, spowiedź, spacer i rozmowa przy kapliczce, Msza święta.

Zdążyliśmy wrócić na czas kładzenia do snu młodszych dzieci. Kos w ogrodzie wyśpiewywał swoje trele, inne odgłosy umilkły.
Spokój i cisza tego wieczoru były tym, co mnie bardzo poruszyło. Właśnie zakończyłam odprawianie rekolekcji w życiu codziennym i podsumowywałam ten czas, prosząc Ducha Świętego o pomnożenie owoców tych ćwiczeń duchowych.

Każdy dar (od tych najmniejszych, niemal niezauważalnych, po te najbardziej spektakularne) potrzebuje zauważenia, wdzięczności, ale i naszej troski. Chodzi o to, byśmy nie pozwolili się okraść z radości bycia obdarowanymi i z radości dzielenia się otrzymanym darem.

Rekolekcje się nie kończą – zwłaszcza te odprawiane z życiu codziennym. Ich część oficjalna, formalna – tak. Ale życie codzienne to jedne wielkie rekolekcje.
Przyjdź, Duch Święty, i prowadź! Amen.

Idzie mój Pan

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

To dziś. Ten wielki dzień dla naszego synka. Wczoraj spowiedź i informacja, że ma być w najbliższych dniach aniołem, przekazana w humorystyczny sposób przez księdza przygotowującego dzieci do Pierwszej Komunii.

Wzruszają mnie życzenia wydrukowane przez wychowawczynię dla wszystkich dzieci przyjmujących dziś Pana Jezusa: odwagi w wyznawaniu wiary. Tak, dziś jest ona bardzo potrzebna. Nigdy nie jest łatwo iść na serio za Jezusem, ale bywają takie momenty, gdy przyznawanie się do Niego wymaga poświęcenia.

Za dwa tygodnie ruszymy jak co roku w ramach Misji Talitha kum na ewangelizację od drzwi do drzwi. Z jakim przyjęciem się spotkamy? Nie wiem, bywa różnie, to jest zazwyczaj przekrój społeczeństwa. Zawsze jest to ogromne przeżycie. Trochę jak chodzenie po kolędzie, ale takiej nie na zapisy. Z tą drobną różnicą, że bez koperty i wypełniania kartoteki. Często otwierają nam drzwi ci, którzy nie otworzą ich podczas kolędy (i mówią to mam otwarcie), a zdarza się też odwrotnie, że nie otworzą ci, co po kolędzie jednak otwierają („Z byle kim i byle gdzie to ja się nie modlę”, jak usłyszeliśmy kiedyś).

Ale bywają też przejmujące momenty, jak ten, kiedy mężczyzna w średnim wieku oznajmił: „Czekałem na was tak długo, wiem, że tylko wy mnie zrozumiecie”.

Idzie mój Pan – by spotkać mnie, mojego synka, który dziś pierwszy raz przyjmie Go do serca; tego pana, który już z nikim nie miał siły rozmawiać, ale ufał, że my go wysłuchamy; tę panią, która się „z byle kim nie modli”; tę parę, która żyje bez ślubu, ale szuka Go, niespokojnie i czasem po omacku.

On teraz biegnie, by spotkać mnie.

W codzienności

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Odprawiam rekolekcje ignacjańskie w codzienności, z towarzyszeniem duchowym, ale bez konieczności wyjazdu. To wielkie błogosławieństwo dla mnie. Jestem w połowie (dwa tygodnie już za mną i dwa przede mną). Nie mogę się nadziwić bogactwu tego czasu. Czuję się tak, jakby ktoś otworzył mi drzwi do skarbca. Albo lepiej: do spiżarni. :)

Mamy w domu takie pomieszczenie, które nazywamy spiżarnią, choć jest to tylko doklejony do bryły budynku miniaturowy pokoik, w którym mieści się kaloryfer i wysoki regał z przetworami własnej roboty. Ponieważ w naszym rejonie zabronione jest stawianie podpiwniczonych budynków, mamy coś, co nam zastępuje piwnicę. Wejście do tego pomieszczenia prowadzi z tarasu. Są tam nasze „skarby” – słońce zamknięte w szkle.

Dzieci uwielbiają tam biegać, zwłaszcza po to, by przynieść domowy kompot do obiadu. Czasem zdarza nam się przeżyć chwilę miłego zaskoczenia, gdy odkrywamy, że mamy tam jeszcze słoiczek naszych konfitur lub przetarte pomidory z naszego ogródka, a byliśmy pewni, że już tych przysmaków nie ma w naszych zapasach.

Podobnie, a może jeszcze bardziej, jestem zaskoczona, wchodząc coraz dalej i głębiej w rekolekcje ignacjańskie o radości codzienności. Odkrywam to, co już jest, choć czasem pokryte kurzem, a także to, o czego istnieniu nie miałam pojęcia.

Poranki, gdy jeszcze cały dom śpi, są dla mnie najlepszą porą na te rekolekcyjne spotkania. Pomagają mi zobaczyć z innej perspektywy to, co jest moją codziennością, przede wszystkim zobaczyć ogrom obdarowania.

Dzięki Bogu. I dzięki ludziom. Oraz dzięki pięknu przyrody.

Wolne

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Mamo, i co będziesz robiła? – pyta ze zdziwieniem mój syn, gdy dowiaduje się, że nie jadę dziś do pracy. W jego głosie słyszę niedowierzanie pomieszane z zaskoczeniem, a może i nutkę oburzenia. Odwożę moją gromadkę do szkoły, do położonej dziesięć kilometrów dalej miejscowości, ale nie jadę stamtąd do redakcji, wracam dziś do domu. To się nie mieści mojemu starszemu synowi w głowie. Chce wiedzieć, jak spędzę ten czas.
Odpowiadam mu enigmatycznie, że mam tak dużo rzeczy do zrobienia, że jeden dzień mi na to nie wystarczy. Nie dopowiadam, że jutro też mamy wolne, bo całe wydawnictwo jest zamknięte na przedłużony weekend.
Siedzę na tarasie i słucham, jak w naszym ogrodzie śpiewają ptaki. Oczywiście, że mam sporo do zrobienia, mimo że mam wolne. Ale chcę docenić tę chwilę, gdy jestem w domu sama, gdy mogę delektować się ciszą, gdy mogę spotkać się z samą sobą.

Słuchałam niedawno nagrania ciekawego wykładu, przesłanego mi przez koleżankę, w którym pani profesor użyła mocnego sformułowania. Mówiła, że współcześnie próbujemy „zatłuc ciszę”.
Coś w tym jest. Choć wykład dotyczył pracy mózgu oraz nowych technologii, to nie da się zaprzeczyć, że to spostrzeżenie (z obszaru psychologii społecznej, którą się interesuję), ma w sobie dużo prawdy.
Uczymy się tego „zabijania” ciszy przede wszystkim przez naśladowanie tego, co robią inni wokół nas, ale i my sami mamy własne metody na to, by nie pozostawać w tym – dla wielu niewygodnym – stanie, gdy dociera do nas mało bodźców.

Mnie potrzebny jest jak tlen czas w ciągu dnia, gdy trwam w ciszy. Inaczej bym chyba oszalała. :)
Lubię pobyć sam na sam z sobą. Nie uciekam od tego. Zawsze, gdy jestem sama, czuję mocno także jeszcze inną Obecność. Łatwiej ją sobie wtedy uświadamiam. Czas już wtedy tak nie pędzi. Mogę złapać oddech i nabrać sił na kolejne chwile, w których zanurzona jestem w życie moich najbliższych, ale i tych ciut dalszych. Gdybym nie miała tych chwil sam na sam z Bogiem i tych, gdy jestem zupełnie sama w ciągu dnia, trudno byłoby mi nie być wchłonięta przez życie innych ludzi, przebodźcowaną przez wielką ilość informacji, z którymi na co dzień się stykam, dźwięków, emocji, oczekiwań skierowanych pod moim adresem.

Każdego dnia mam wolne, chociaż okruszek. Dziś mam wolne cały dzień (te kilka godzin, gdy jestem w domu zupełnie sama).
Jestem za nie ogromnie wdzięczna.

Słowo

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Kończy się właśnie tydzień, który w Kościele poświęcony jest szczególnie Bożemu słowu. Tydzień biblijny.

Jak mnie prowadziło Słowo w tym czasie? „Jak ręka, która trzyma mnie nad brzegiem nocy, brzegiem dni”, odpowiem, cytując utwór śpiewany często w naszej wspólnocie.

Akurat w tym tygodniu miały miejsce wydarzenia, które, gdybym nie uchwyciła się Bożego słowa, zburzyłyby mój wewnętrzny spokój.
Wymieniłyśmy się z moją dobrą znajomą spostrzeżeniem, że te wszystkie trudne sytuacje, spadające jak grom z jasnego nieba, są dla nas nieustannym testem zaufania do Boga i Jego słowa.

Ludzkie słowa bywają zawodne, potrafią wprowadzić zamęt, głęboko zranić, stać się źródłem cierpienia, zwłaszcza gdy są niedotrzymywane jako złożona obietnica. Czuję to mocno w tym tygodniu.

Mam jednak przed sobą, w Biblii, „potężniejszą, prorocką mowę”. Ufam Jezusowi-Słowu.

I na koniec perełka: prezent, jaki otrzymałam w tym czasie – przekonanie, że Bóg jest w stanie przemówić przez wszystko i przez wszystkich. Niby to wiedziałam, skoro czytałam o tym, jak przemówił przez starotestamentalną oślą szczękę, ale wiedzieć a doświadczyć to nie to samo.
Do mnie przemówił w tym tygodniu przez krążących po naszym osiedlu… świadków Jehowy.

Były to dwie kobiety. Stały przy furtce. Wyszłam do nich z uśmiechem. Przeczytały mi fragment z Apokalipsy o tym, że Bóg otrze z naszych oczu wszelką łzę. Podziękowałam im z serca. Powiedziałam, że czytam często tę obietnicę, czytam Pismo Święte. Pierwsza wyraziła zdziwienie, zaznaczając, że to rzadkość.

Druga, patrząc mi głęboko w oczy, powiedziała: „Ono daje nadzieję, prawda?”.
„Tak – odpowiedziałam powoli, mocno poruszona. – I siłę”.

Ufam

Tagi

, , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wiosna wybuchła zielenią. Niedaleko mojej pracy zakwitły nawet kasztany, chociaż do matur jeszcze daleko.
Chociaż obok spokoju i piękna jest też w mojej codzienności sporo spraw trudnych, wyzwań, z którymi się mierzę, to wiem, że na tym właśnie polega życie: nie jest ani czarne, ani białe.

Zachwycam się jego pięknem: spotkaniami z bliskimi mi ludźmi, budzącą się do życia przyrodą, każdą chwilą, w której tak wyraźnie widzę dobroć Boga – i chwytam się frędzli płaszcza Jezusa w każdym momencie, gdy złe wiadomości próbują zniszczyć mój spokój. Ufam.

Miłosierdzie

Tagi

, , , , , , ,

Wracam do domu. Trzymam mocno kierownicę, ale co jakiś czas odrywam jedną dłoń, by otrzeć łzy.
Czy coś się stało? W zasadzie nic – wszystko się dobrze skończyło, dzięki Bogu. Ale stres właśnie schodzi ze mnie, jak powietrze z pękniętego balonika, dlatego potrzebuję chwili, by złapać oddech.
Już blisko.
Jadę przez te same miejsca, które przeszliśmy dziś z gośćmi, a potem jeszcze raz, tylko naszą rodziną, jedni pieszo, drudzy jadąc na rolkach lub na rowerze.
Jest tak pięknie. Kwitną kwiaty, śpiewają ptaki, pachnie tak cudnie.
Moje zmartwienia wydają się przy tym wybuchu wiosny takie maleńkie. A jednak istnieją.
Ale dziś górę nad nimi bierze wdzięczność za Boże miłosierdzie.
Dzieci w końcu wszystkie razem w domu, śpią.
Ja też za chwilę zasnę. Moich małych milusińskich i moich większych, ale nadal kochanych i bliskich sercu – oddaję Bożemu miłosierdziu.
W ocean miłosierdzia wrzucam moje obawy i troskę o nich.
Jezu, ufam Tobie!

Alleluja, On żyje!

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Nie bójcie się” – to wezwanie powtarza się w Ewangelii w wielkanocnym czasie. Najpierw słyszą je kobiety idące do grobu. Anioł je uspakaja, zachęca do tego, by lęk i niepokój nie przejmowały nad nimi władzy. Podobnie Jezus będzie się zwracał do swoich uczniów po zmartwychwstaniu: „Pokój wam!”; „Nie lękajcie się!”; „Odwagi!”.

Jezus żyje! I to zmienia wszystko. Przede wszystkim perspektywę: nic się nie kończy – teraz się dopiero zaczyna!

Przejdź do paska narzędzi