Świętowanie

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Wczoraj spotkałam się ze znajomymi, by świętować ważną dla nich okazję. Z niektórymi nie widziałam się już długo – ostatni raz przed pandemią. To było bardzo miłe spotkać się w tak licznym gronie i razem świętować. Dzieci czuły się swobodnie i na tyle były samodzielne, że byłam spokojna o ich odnalezienie się w sporej grupie.
W ten chłodny, deszczowy dzień rozgrzewał mnie od środka nie tylko pyszny żurek i bigos, ale przede wszystkim widok osób, z którymi łączą mnie wspólne przeżycia, miłe wspomnienia oraz te same cele i wartości. Rozmowa, czasem pełna śmiechu, czasem zadumy, z osobami, z którymi znam się już ponad dwadzieścia lat, była dla mnie czymś bardzo poruszającym i krzepiącym.

Świętowanie jest takie ważne! Nie tylko z serca przygotowane potrawy (pyszne serniki), nie tylko wspólna modlitwa (chociaż też bardzo ważna i piękna, mimo że w zimnym kościele), ale też ten wymiar wspólnotowy, relacyjny. Radość z przebywania razem, ze świętowania – właśnie w takim, a nie innym gronie.

Cieszę się, że pośpiech i nawał obowiązków nie zwyciężają w naszym życiu. Że znajdujemy czas, by pobyć razem, by nacieszyć się sobą, odpocząć w swojej obecności, by mówić dobre, krzepiące słowa, by odnajdywać Bożą obecność w drugim człowieku. To jest prawdziwe świętowanie.
***
„O Panie, nasz Boże,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!
Tyś swój majestat wyniósł nad niebiosa.
Sprawiłeś, że [nawet] usta dzieci i niemowląt oddają Ci chwałę,
na przekór Twym przeciwnikom,
aby poskromić nieprzyjaciela i wroga.

Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców,
księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził:
czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,
i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?

Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich,
chwałą i czcią go uwieńczyłeś.
Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich;
złożyłeś wszystko pod jego stopy:
owce i bydło wszelakie,
a nadto i polne stada,
ptactwo powietrzne oraz ryby morskie,
wszystko, co szlaki mórz przemierza.

O Panie, nasz Panie,
jak przedziwne Twe imię po wszystkiej ziemi!” (Ps 8, 2-10)

 

Dzień po dniu

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Najpiękniejsze jest, gdy budzę się rano, poczucie stałości. Świadomość tego, że moje życie jest w Bożych rękach. Każdy nowy dzień to nowy początek i jednocześnie dobra wiadomość z nieba: „Jestem przy tobie, jestem z tobą”.

Ostatnio przeczytałam piękną zachetę do trwania w Bożej obecności: by podobnie jak baletnica mieć punkt odniesienia. Gdy ona obraca się, kręcąc piruety, musi wracać wzrokiem do stałego punktu, inaczej straci równowagę. Podobnie w życiu, warto wracać w ciągu dnia naszym duchowym wzrokiem do jednego stałego punktu, by nie stracić równowagi duchowej w naszym wirującym i zmieniającym się wciąż świecie.

Tym stałym punktem jest Bożą obecność w naszym życiu. Dzień po dniu. Cokolwiek by się nie działo – On jest. I to jest najważniejsze.

Ziarenko

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Zdarzają się takie chwile, gdy stajemy przed wyborem: poddać się w obliczu wyzwania, zareagować lękiem lub wycofaniem czy z ufnością wyjść naprzeciw temu, co nas czeka.

Stoję właśnie przed takim wyborem. Albo skupię się na obmyślaniu, co może się złego stać, albo skupię się na tym, co jest  dobrego w tej sytuacji.

Wybieram to drugie. Wybieram uwielbienie. Wybieram wdzięczność.

Decyduję się na chwycenie wyciągniętej do mnie dłoni.

Już wiele razy wcześniej znajdowałam się w podobnym położeniu. Wiem, na czym polega moje zadanie. Nie muszę przenosić gór na własnych barkach ani dokonywać rzeczy niemożliwych. Mam tylko odnaleźć w sobie ziarenko zaufania – małe jak gorczyca wyznanie mojej wiary w Tego, który może wszystko.

 

Ufam Tobie

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Danuta KamińskaOd kilku tygodni poranek wita mnie krótkimi rozważaniami przesyłanymi przez znajomą z pracy. W ostatnich dniach przewija się w nich wątek zaufania – bardzo aktualny dla mnie, zwłaszcza teraz, gdy przygotowuję się na dwutygodniową nieobecność mojego męża.
Zaufanie to podstawa – często to słyszę, ale warto też dodać, że zaufanie to… wiara.
Dzisiaj podczas warsztatów SESA dzieliliśmy się doświadczeniem Bożego działania, zwłaszcza tego z ostatniego czasu. Piękne świadectwa, niektóre wzruszały do łez, inne wywoływały uśmiech na twarzy: życie poddane Bogu, życie w zawierzeniu Mu. Wcale nie jakieś przesłodzone i jak piórko lekkie – czasem pełne wyzwań i bólu, a innym razem zaskakujących zwrotów akcji, „przenoszenia gór” i cudów, ale zawsze z Nim jako Panem…
***
„A jest to słowo wiary, którą głosimy. Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia.” (Rz 10, 8b-10)

Alleluja!

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„W tej ciszy przebywam wciąż rad./ W tej ciszy daleki jest świat” – słowa tej pieśni przypomniały mi się, gdy trwałam na adoracji w Wielką Sobotę. Cisza pustego grobu jest czymś niesamowitym…

Poprzedniego dnia, w Wielki Piątek,  rozważania Drogi Krzyżowej w Koloseum mocno mnie poruszyły. Chyba nie mogły być inne: trafiły w samo sedno tego, co dzieje się teraz na świecie – i zaraz za naszą granicą. Choć opowiadały o cierpieniu tylu ludzi, miały w sobie nadzieję. Były świadectwem tych, którzy się nie poddali. I modlitwą za tych, którzy nadal cierpią…

I kolejny element tej paschalnej drogi – fragment książki o duchowości wspólnoty – bardzo trafiony, jak chodzi o czas w naszej wspólnocie – przeczytany przeze mnie już w czasie radosnego „Alleluja”…

Jestem wdzięczna za wszystkie poruszenia ku dobremu, za wszystkie znaki Bożej obecności, za ludzką życzliwość (w Wielki Czwartek zwłaszcza!), za ten wyjątkowy czas.

Rozpoczynam świętowanie – z moimi najbliższymi, z krewnymi, z przyjaciółmi. Jestem bardzo szczęśliwa…

Alleluja, Jezus żyje!

Błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy!

 

Nieodwracalnie

Tagi

, , , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Pamiętam jak zareagowałam, gdy na lekcji chemii usłyszałam o tym, że są reakcje, których nie można odwrócić. Nie wiem dlaczego zapamiętałam jako ilustrację do tego zjawiska ścinanie się białka (jajka na patelni na przykład). W każdym razie byłam (trochę niemile) zaskoczona, że nie wszystko można cofnąć, zmienić, wrócić do poprzedniego stanu.
Zupełnie inaczej zareagowałam, gdy – nadal mając naście lat, podczas wyjazdu w góry, w trakcie kazania, którego słuchałam w upalny, letni dzień podczas Mszy św. polowej – usłyszałam, że chrzest jest jak pieczęć, której nic i nikt nie może zniszczyć i której nikt nie cofnie. Niezatarte znamię. Byłam tym zachwycona: jest coś stałego w moim życiu, czego nikt mi nie zabierze! Nie wiem dlaczego, ale zapamiętałam najdrobniejsze szczegóły tego momentu w górach. Wracałam do tego zdania z kazania często, zwłaszcza gdy dopadały mnie wątpliwości, zniechęcenie czy przygnębienie.
To jedno zdanie pomogło mi przejść przez piaskowe burze w mojej głowie, gdy miałam już więcej lat niż tamte naście.
W minioną sobotę, gdy zobaczyłam okładkę płyty (przy okazji całkiem inteligentnego prima aprilisowego żartu), wróciły do mnie tamte emocje. Poczułam na nowo spokój i wewnętrzną siłę. I wielką ulgę.

Tak, nieodwracalnie…
Jestem kochana i wykupiona najdroższą Krwią…
Już na zawsze mam swoje miejsce w Bożym sercu.
Noszę Jego znak na mojej duszy.
Mogę nie być pewna siebie i tego, co jeszcze się wydarzy.
Mogę nie być przekonana, czy wystarczy mi sił.
Ale co do Niego jestem święcie przekonana.
„Bo dary łaski i wezwanie Boże są nieodwracalne” (Rz 11, 29)
Amen!
Błogosławionego Wielkiego Tygodnia!

Dziedzictwo

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Żył sobie kiedyś człowiek, który nie do końca wiedział, kim jest. Ludzie mówili, że stracił pamięć na skutek poważnego wypadku.
On sam natomiast wspominał, że od czasu do czasu pojawiają się w jego głowie strzępki obrazów z przeszłości, które z chęcią nazwałby wspomnieniami, gdyby nie to, że były zbyt piękne, by mógł w nie uwierzyć.
Ponieważ nie znał swojej tożsamości, uznał, że jest pewnie kimś, kto nie powinien zbytnio rzucać się w oczy, ani oczekiwać od życia zbyt wiele.
Jakoś nauczył się z tym żyć. Schodził innym z drogi i nie odpowiadał na zadawane pytania.
Jednak co jakiś czas mocniej odczuwał dyskomfort spowodowany tym, że nie potrafił wskazać, skąd pochodzi i kto jest jego rodziną. Był bardzo samotny i właściwie nieustannie atakowany przez lęk, który nasilał się w niektórych sytuacjach, choć on sam tego do końca nie rozumiał.

Pewnego dnia do krainy, w której się zatrzymał, przybył posłaniec. Szukał zaginionego królewskiego syna. Gdy zbliżył się do kryjówki naszego bohatera, zagadnął go o zaginionego, tak jak zostało mu to nakazane: nikogo nie omijać, każdego spotkanego człowieka wypytywać.

Posłaniec, przełamując wstręt, wszedł do groty i rozpoczął rozmowę. Jednak jego rozmówca zareagował krzykiem. Bał się, że zostanie oskarżony o zabójstwo zaginionego syna królewskiego. Był pewien, że czeka go sąd i rychła śmierć.

Zaczął uciekać. Biegł przed siebie, potykając się co chwila. Serce biło w jego piersi jak oszalałe. Tracił oddech, by za chwilę ze świstem znów łapać powietrze w płuca.

Cały czas słyszał tętent koni za sobą. Byli coraz bliżej. Myśli kłębiły się w jego głowie, krew mocno pulsowała w skroniach. Był pewien, że za chwilę go dopadną…

Po chwili leżał twarzą do ziemi. Otoczyli go kołem. Konie prychały na mrozie i podzwaniały ozdobną uprzężą.

Posłaniec surowym tonem zapytał go o imię. Ponieważ milczał, ktoś zsiadł z konia i siłą obrócił go na plecy, tak by blade zimowe światło choć trochę oświetliło jego twarz. Zrobił to jednak dość brutalnie, przy okazji rozrywając na ramieniu jego zbutwiałe odzienie.

Nagle wszyscy zamilkli. Zsunęli się natychmiast z siodeł i przyklękając na jedno kolano, zduszonym głosem spytali, pełni zdumienia: „Panie, ty tutaj?!”

Na ramieniu bezdomnego widniał królewski znak dziedzictwa…

***

Ty i ja nosimy ten znak w naszych sercach. To niezatarte znamię. Jesteśmy dziedzicami, ale zbyt często o tym zapominamy. Ulegliśmy poważnemu wypadkowi-wszyscy, bez wyjątku-na skutek którego nie pamiętamy, kim jesteśmy. Żyjemy w lęku, a nierzadko w rozpaczy. Od czasu do czasu mamy przebłyski świadomości tego, kim naprawdę jesteśmy, ale by żyć tym na co dzień nie decydujemy się, bo wydaje nam się to… zbyt piękne, by mogło być prawdziwe. Zamiast tego staramy się nie wracać zbyt często do tych spraw. Chociaż… czasem zdarza się, że przez krótką chwilę, tak krótką jak błysk, zastanawiamy się, czy to może jednak prawda… Słuchamy Słów Prawdy, objawiających, że jesteśmy córkami i synami Króla. To od nas zależy, czy uwierzymy posłańcom.

Ten czas jest być może dobrą okazją, by zerwać łachmany skrywające znak, którego nikt i nic nie jest w stanie nas pozbawić.

***
„Nic nas nie zdoła odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym.” (Rz 8, 39)

Wiara

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Prawdziwe „Ptasie radio” w gałęziach przy drodze – ptaki przekrzykują się między sobą. Podchodzę po cichu, by im się bezkarnie przyjrzeć i wtedy milkną jak na zawołanie.
Wdycham głęboko wiosenne powietrze. Jeszcze chłodne, ale wyczuwalne są w nim nuty budzącej się przyrody.
Zachwycają mnie forsycje i niepozorne zielone listki jakiegoś krzewu, którego nazwy niestety nie znam.
Mam wrażenie, że nie tylko przyroda budzi się do życia – również ja się budzę. I nie mam na myśli jedynie regeneracji po chorobie, ale duchowe orzeźwienie, jakiego od jakiegoś czasu doświadczam.
Mam głęboki pokój po ostatniej spowiedzi i nie mogę się już doczekać Wielkanocy. To moje ulubione święta…
Nie tylko dlatego, że przypadają wiosną. Przede wszystkim z powodu tego, co wtedy celebrujemy: to zwycięstwo nad tym wszystkim, co na co dzień próbuje nam wykrzyczeć w twarz, że nie ma nic nad nie silniejszego. A jednak: zwycięstwo nad śmiercią, nad grzechem, nad beznadzieją i ciemnością jest faktem. Nawet nie jest kwestią domysłów, spekulacji czy pobożnych życzeń.
Jest faktem. Już się dokonało. Amen.
***
„Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy.” (Hbr 11, 1)

Jak perły

Tagi

, , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Idziemy żwawym krokiem, starsze dzieci na rowerach wyprzedziły nas już znacznie, młodsze są blisko. Pomagamy im przejść przez jezdnię, gdy przeprowadzają przez przejście dla pieszych swoje dwukołowce.
Spotykamy znajomych – znamy się z czasów, gdy nie byliśmy jeszcze małżeństwem. Z nim rozmawiam o pracy (wspólnej nam obojgu), z nią o szkole (wspolnej jej i naszemu najstarszemu synowi). Wiatr nie pozwala nam na długą pogawędkę, ale i te kilka minut jest dla mnie bardzo miłym, niespodziewanym prezentem.

Wiosna nieśmiało wyziera z pól i łąk, zieleni gałęzie i trawy, ale jest w tym roku spóźniona i niezdecydowana. Obserwuję ją uważnie, podobnie jak moja dobra znajoma, która przesyła mi codziennie rano swojego autorstwa zdjęcia budzącej się do życia przyrody, opatrzone kilkoma zdaniami, które optymistycznie nastrajają, nawet w szary i zimny poniedziałkowy poranek.

Kolejny Wielki Post, kolejne kroki – raz dziarsko, raz bardzo chwiejnie i niepewnie stawiane. Koleżanka z pracy przesłała mi dziś piosenkę o tym, że właściwie nie jest źle, a nawet – jest dobrze: jest się czym cieszyć i za co być wdzięcznym. Sowa z teledysku patrzy na mnie mądrym okiem, a ja zastanawiam się nad tym, jak kruche jest życie…
Inna znajoma z pracy od kilku dni wysyła mi codziennie zdjęcia stron książki, którą właśnie czyta – krótkie rozważania biblijne na kolejne dni.

Takie maleńkie prezenty są jak perły na mojej drodze. Łatwo je przeoczyć, zlekceważyć, przejść obok. Ale to one właśnie pomagają mi przetrwać tę zbyt długą zimę, natłok spraw i obowiązków, przetrawić mnóstwo pojawiających się ostatnio pytań, zdobyć się na ufność, gdy nie ma pewności, a są tylko wyzwania.

„On leczy złamanych na duchu i przewiązuje ich rany. Podobają się Panu ci, którzy się Go boją, którzy wyczekują Jego łaski.” (Ps 147, 3.11)

Wstanę

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Czasem trudne doświadczenia lubią się kumulować w jednym dniu, tygodniu czy miesiącu i sprawiają, że trudno się ruszyć – dosłownie i w przenośni. „Nieszczęścia chodzą parami”, mawiają niektórzy. Ja natomiast zauważyłam ostatnio inną prawidłowość: gdy „odblokuje się” we mnie jakiś obszar, dobro i spokój promieniuje też wtedy na inne obszary w moim życiu. Wszystko jest ze sobą w jakiś sposób powiązane.
Potrzebuję czasami dużo cierpliwości, by wyczekać na moment, w którym będę gotowa do tego, by wreszcie wstać.

„Wstanę i pójdę do mojego ojca”- piękne jest to zdanie, bardzo się w nim odnajduję. Nie jestem teologiem, ale jestem wewnętrznie przekonana, że zanim ono zostało wypowiedziane, grunt pod to wyznanie został już przygotowany. Podobnie jak sam powrót – tak bardzo oczekiwany przez ojca z przypowieści. Zanim syn zdążył cokolwiek powiedzieć – już był w ramionach ojca, który go od dawna z daleka wypatrywał.

Widzę, że często brakuje mi tej biblijnej perspektywy. To prawda, że rzeczywistość, w jakiej się na co dzień poruszam, daleka jest od biblijnego podejścia do kwestii „powstania” i powrotu, ale i oczekiwania, i przyjęcia wracających. Nie może to być jednak dla mnie wymówką.
Im dłużej patrzę na tę scenę, tym bardziej ona żyje we mnie.
Im więcej daję sobie czasu, by trwać w ciszy i spokoju, tym więcej sił mam, by w końcu „zebrać się” i wstać.

Wstanę – z mojego zniechęcenia i niezadowolenia.
Wstanę – z duchowej martwoty.
Wstanę – z niewiary i lęku.
Wstanę – z niezgody na własne życie.
Wstanę – z tego, co podcina mi skrzydła.
Wstanę – z żalu i poczucia krzywdy.
Wstanę – z tego, co ściąga mnie w dół.

Wstanę – bo Ty mnie podnosisz.
Amen.

Przejdź do paska narzędzi