Obdarowana

Tagi

, , , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Nie było im dane” – kwitujemy żartem wypowiedź znajomego. I nagle dociera do mnie, że rzeczywiście to, czego z utęsknieniem wyglądali prorocy, królowie, patriarchowie i cały naród wybrany – to jest dane nam. Tak bardzo jesteśmy obdarowani. Wielu z nich chciało zobaczyć choćby jeden dzień z życia Mesjasza – my mamy Jego Ciało i Krew każdego dnia. Mamy jego słowo i jego imię – tak potężne, pełne mocy, w którym jest nasze zbawienie.

Ale moja refleksja biegnie dalej i obejmuję wdzięcznością kolejne obszary mojego życia. Uświadamiam sobie, jak bardzo jestem obdarowana. Przypominam sobie, o co modliłam się jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu. Oglądam właśnie spełnienie Bożych obietnic.

Podobno najbardziej doceniamy coś dopiero, kiedy to tracimy (fraszka „Na zdrowie” podkreśla to dobitnie). Może niekoniecznie aż trzeba stracić to, co dla nas cenne – wystarczy, że dotrze do nas, że jest możliwe, że coś lub kogoś stracimy.
W zeszłym tygodniu operowana była moja serdeczna znajoma. Jaką ulgę odczułam, gdy dostałam wiadomość od jej męża, że choć operacja była ciężka, udała się. I że znajoma, chociaż jest jeszcze pod mocnym działaniem leków i trzeba poczekać na sensowny z nią kontakt, ma się dobrze. Dzięki Bogu.

Wstając dziś do pracy, zaczęłam z wdzięcznością wyliczać osoby, sprawy, sytuacje, rzeczy, na które zazwyczaj długo w moim życiu czekałam. Naprawdę jestem obdarowana. :)

Oczywiście mogłabym skupić się na tym, czego mi brakuje. Albo na tym, co mi teraz doskwiera. Ale wtedy przeoczyłabym to, jak wiele już otrzymałam. Przede wszystkim pewność, że „Bóg z tymi, którzy go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (por. Rz 8, 28).

„Nie było im dane” – zażartowaliśmy na kursie Emaus, mając na myśli tych, którzy żyli przed Chrystusem. Ale nam JEST DANE. I jest to powód do wdzięczności. WIELKIEJ :)

Żółty

Tagi

, , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Jestem na opiece z córeczką, mam kiepskie noce, bo córcia budzi się i podaję jej leki, lulam. Przygotowuję się też do szkolenia, które niedługo zaczynam. Mąż z synem pomagają moim teściom w przeprowadzce, a moja serdeczna znajoma ma, również dzisiaj, poważną operację serca – modlę się za nią gorąco.
Dużo się dzieje, ale w tym wszystkim w moim sercu jest wiosna. Niekoniecznie w dosłownym znaczeniu, choć podobno dzisiaj temperatury mają być jak latem (u nas według prognozy nawet dwadzieścia dwa stopnie).
Mam na myśli raczej świeżość, radość, nadzieję. Tak bardzo lubię ten czas. Wielkanoc to moje ulubione święta.

Doczytałam, że w początkach Kościoła w ogóle nie istniały żadne inne święta i uroczystości. Tylko niedziela i Wielkanoc – wszystkie niedziele i każda Wielkanoc kierowały wzrok ku Zmartwychwstałemu. To właśnie wydaje mi się najpiękniejsze w obchodach Wielkanocy – świadomość, że stykamy się z tajemnicą ŻYWEGO Chrystusa, nie ze wspomnieniem ubranym w lokalny koloryt, ale z Nim samym.

Moja córeczka, z którą spędzam teraz więcej czasu z powodu jej choroby (i mojej nieobecności w pracy w związku z opieką) ma zupełnie inne zdanie. I domyślam się, że pod nim podpisałoby się sporo osób. Dla niej Boże Narodzenie jest najpiękniejsze, a Wielkanoc jest natomiast trochę niezrozumiała. Myślę, że do niej po prostu trzeba dorosnąć, lub – zacytuję tytuł wystawy fotografii, która mnie niedawno zaciekawiła – „Trzeba dojrzeć, żeby dojrzeć”.

Przedwczoraj wspominaliśmy dwudziestą rocznicę śmierci Jana Pawła II. Dokładnie pamiętam ten moment i co wtedy robiłam, gdy się dowiedziałam o jego odejściu do Pana. Pamiętam też moment modlitwy przy jego grobie, wiele lat później, gdy za jego wstawiennictwem modliliśmy się z mężem o naszą córcię. Tyle wspomnień we mnie ożywa, gdy myślę o tych chwilach.

Odszedł „wielkanocną porą”, na zawsze już związany z tym wiosennym kolorem, papieskim oczywiście (przez wielu obecnie wyśmiewanym jako „rzułty”, celowo pisanym błędnie, by podkreślić dystans do wszystkiego, co sobą Jan Paweł II reprezentował). Patrząc na żonkile w wazonie, myślę o nim i dziękuję za niego.

Zostań z nami

Tagi

, , , , , , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

W weekend prowadziliśmy kurs ewangelizacyjny o Bożym słowie. Uczestnicy przyjechali z różnych stron, również bardzo odległych (wprawili nas w zdumienie: osiem godzin drogi w jedną stronę). Zmarzliśmy trochę, ale serca zostały w nas rozpalone:)

Wokół kościoła, w którym odbywały się nasze rekolekcje, montowana była akurat scenografia. Niedługo odbędzie się tam misterium. Nasze młodsze dzieci brały w nim udział w zeszłym roku.

Najważniejszym dla mnie zdaniem z tego czasu było to wypowiedziane przez uczniów z Emaus: „Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”.

Zostań więc, Panie, ze mną. Zostań z naszą rodziną, z moimi bliskimi, w mojej pracy, różnych relacjach, w moich nadziejach i porażkach, w radości i w tym, co mnie przygnębia. W moich planach i moim otwarciu się na to, co Ty dla mnie przygotowałeś. Amen.

 

Zwiastowanie

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danusia Kamińska

Wiosna przebija się przez szare chmury i ziąb. Jadąc dziś rano do pracy, zauważyłam po drodze pierwsze kwitnące drzewa i krzewy. Mimowolnie się uśmiechnęłam, patrząc na nie.

Przez mroki grzechu i beznadziei pewnego dnia przebił się promień łaski. Codziennie przechodzę obok obrazu w taki właśnie sposób ukazującego moment zwiastowania. Porusza mnie ta myśl, tak pięknie przedstawiona na płótnie: promień łaski przecina ciemność, na zawsze odmieniając nasz świat.

To wiadomość wyczekiwana przez wieki, ale na razie ukryta i nierozgłaszana jeszcze na dachach. Na razie wie o tym tylko Maryja. Cud nad cudami dokonuje się w Jej wnętrzu, choć dla obserwujących ją z boku ludzi zapewne niewiele się zmienia, a przynajmniej – w ich ocenie – nie dzieje się nic niezwykłego.

Bóg przychodzi do nas z nowym życiem, ze swoją łaską. W naszej duszy dokonują się cuda, ale wie o tym tylko Pan i my. Powoli dojrzewa w nas owoc łaski.

Pod sercem Maryi fizycznie rośnie Dziecię Jezus, by pewnego dnia w końcu przyjść na świat wyczekujący momentu objawienia się Mesjasza i Zbawiciela.

W naszych sercach przebywa Pan i Król, choć ukryty i pokorny, to potężny i pełen mocy. I pewnego dnia objawi się w życiu tych, którym Go przyniesiemy, dzieląc się naszym świadectwem spotkania żywego Boga.

Święty Józef

Tagi

, , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Tym, co mnie urzeka u Świętego Józefa, jest jego wrażliwość na Boże prowadzenie. Natchnienia, jakie otrzymuje on od Boga, okazują się kluczowe w życiu Świętej Rodziny.

Najpierw, przychodząca we śnie, wizja tego, że Dzieciątko Jezus ma być przez Józefa przyjęte jak swoje, że nie ma się on też obawiać przyjąć Jego Matki… To musiało być zaskakujące dla Józefa. Zwłaszcza w jego realiach, w czasach, w których żył.

A potem szybka decyzja, by uciekać do Egiptu („Weź Dziecię i Jego Matkę”). Nie waha się posłuchać tego głosu, nie dywaguje, nie przeciąga w nieskończoność momentu podjęcia ważnej decyzji.

Podziwiam go. Uczę się od niego. I świętuję dziś razem z innymi jego uroczystość. :)

Żarty żartami

Tagi

, , , , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Zapustne śmiechy na stronę, cierniową wijmy koronę” – przyznam, że nie do końca rozumiałam słowa tej wielkopostnej pieśni, kiedy ją po raz pierwszy usłyszałam.
Nie rozumiałam również zwyczaju (w Hiszpanii, a być może kultywowanego też u jej sąsiadów), polegającego na zakazie uśmiechania się w Wielki Piątek. W moim odczuciu stało to w sprzeczności ze słowami Jezusa, by – kiedy pościmy – nie ludziom to pokazać, ale Ojcu, który widzi w ukryciu.
„Zapustne śmiechy” rozumiem, że są z reguły po prostu pustym śmiechem, więc pewnie ich nie polecam, a hiszpański zwyczaj po latach jestem w stanie zrozumieć jako wyraz miłości do Ukrzyżowanego.

Myślę jednak, że warto rozróżnić dwie sprawy: jedną jest pogoda ducha i zdrowy śmiech, drugą – naigrawanie się ze świętości, przekraczanie granic, również granic dobrego smaku, a także wesołkowatość, która z radością zbawienia (o ktorej jest mowa w jednym z najbardziej znanych psalmów pokutnych) nie ma nic wspólnego.

Dwa wczorajsze wydarzenia skłoniły mnie do refleksji: jedno dotyczyło drobnego nieporozumienia, które wynikło z droczenia się (ale w konwencji żartu, a nie dokuczenia komukolwiek), które to nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione, „przeproszone” i skwitowane słowami: „Znamy się już tyle lat i tyle lat już żartujemy”. Zamknięte, z pokojem wewnętrznym zakończone.

Drugie zaś, nie miało w sobie nic z pogodnego uśmiechu i przekomarzania. Było jak cios w serce. Może miało być w konwencji żartu, ale… Chyba brakuje mi słów. Chodzi o publikację, na którą zwróciła mi uwagę znajoma siostra zakonna. Publikację, która pod przykrywką opowieści o dziewczynce przystępującej do Pierwszej Komunii Świętej, prezentuje sceny profanacji Najświętszego Sakramentu. Nie sięgnęłam po nią, wystarczyło mi kilka akapitów tekstu. Wielu pewnie nie dotrze do tego miejsca, sprawdzając, czy to, co trzymają w ręce, nadaje się na pierwszokomunijny prezent. Tym bardziej wdzięczna jestem za ostrzeżenie.

Ale pozostaje pytanie, po co to ktoś zrobił. Chyba wolę nie iść nawet w kierunku pogłębionej odpowiedzi.

Myślę jednak i zastanawiam się nad tym, że nie jestem zupełnie bezradna w tej sytuacji. Tak, moja córeczka w przyszłym roku przystąpi do Pierwszej Komunii Świętej. Jestem więc żywo zainteresowana tym tematem.
Ale mogę zrobić coś więcej, niż tylko ostrzec innych rodziców.

Mogę pójść za słowami nierozumianej przeze mnie do niedawna pieśni: odsunąć „zapustne śmiechy na stronę” i „cierniową uwić koronę” – nie dosłownie, ale jednak w jakiś sposób wynagrodzić Bożemu Sercu, modląc się za ludzi, którzy celowo obrażają i szydzą z Niego.

Wiem, że nigdy nie jest za późno – modlę się o nawrócenie w tym Wielkim Poście. Dla tych, którzy są gorszycielami, ale też o moje nawrócenie, o moje przybliżenie się do Ukrzyżowanego.

Rozkwitaj

Tagi

, , , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

Piękne życzenia, jakie otrzymałam z okazji Dnia Kobiet, skłoniły mnie do refleksji. Szczególnie jedne z nich bardzo mnie poruszyły – były o rozkwitaniu.

Przypomniały mi słowa z Księgi proroka Ezechiela: „Żyj, rośnij!”. Poruszający obraz porzuconego niemowlęcia, do którego Bóg kieruje te słowa jest oczywiście tylko symbolicznym przedstawieniem historii Jerozolimy, a wraz z nią całej społeczności Izraela, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by odczytać go w perspektywie bardziej osobistej. Bóg do każdego z nas mówi: „Żyj, rośnij!”, każdemu z nas błogosławi.

Jego wolą jest, byśmy rozkwitali. Dzisiaj rozważałam piękne fragmenty Mądrości Syracha, mówiące o tym, by po Bogu spodziewać się dobra i oczekiwać go. Niby oczywiste rzeczy, a jednak chyba dla niektórych z nas mogą brzmieć jak niemal herezja. Przecież termin „wola Boża”, to dla wielu z nas po prostu synonim „wyroku”. To na pewno jakaś życiowa tragedia, nieuleczalna choroba lub nagła śmierć bliskiej osoby. Nic więc dziwnego, że gdy mówimy o oddaniu Bogu swojego życia, w wielu osobach natrafiamy na silny opór. Słyszymy wtedy czasem: „Ja jeszcze chcę trochę pożyć”. Z jeden strony taka reakcja jest tak absurdalna, że aż zabawna, z drugiej jednak strony tak bardzo oddaje nieznajomość Boga i fałszywe o Nim założenia, że momentami wyciska z moich oczu łzy.

Może wiec warto, zaraz na początku Wielkiego Postu, usłyszeć wypowiadane nad nami błogosławieństwo samego Boga, Jego zachętę do tego, by rozkwitać wewnętrznie, by żyć duchowo w obfitości (por. J 10, 10). I nie bać się powierzać Mu swojego życia. Wyznawać, że to On jest Bogiem, a my jesteśmy Jego stworzeniami – nie odwrotnie.

Błogosławionego czasu Wielkiego Postu, niech w nas rozkwitnie Boża łaska!

Wielki Post

Tagi

, , , , , , , , , ,

Fot. Michał Kamiński

Wczoraj byli u nas goście, delektowaliśmy się domowymi karnawałowymi pysznościami, tydzień temu nasze dzieci były na balu karnawałowym, a dzisiaj już ostatnia niedziela karnawału – już w środę zaczyna się Wielki Post.

Jak dobrze, że wszystko ma swoje miejsce w tym rytmie naszej codzienności. Jest czas na zabawę i śmiech, jest czas na refleksję i łzy. Na wyjście z mężem do kawiarni, z dziećmi na łyżwy, z koleżankami na kawkę i pogaduszki, ale jest też czas na chwilę zatrzymania w ciszy kaplicy, sam na sam z Ukrzyżowanym.

Niedawno rozmawiałam z młodszymi pociechami o tym, że w początkach chrześcijaństwa obchodzono tylko jedno święto – Zmartwychwstanie Pana Jezusa – a jego pamiątkę w każdą niedzielę (w sobotę wieczorem). „Nie było Bożego Narodzenia?” – zapytały zdziwione. „Nie” – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie podobało im się to bardzo. Ale było przyczynkiem do głębszej rozmowy o istocie naszej wiary i o świętowaniu.

Wszystko ma swój czas. Potrzebny jest też ten „międzyczas”, te trzy dni, jakie zostały nam do Wielkiego Postu, by się dobrze do Wielkiego Postu przygotować, by przemyśleć, jak dobrze go przeżyć i przede wszystkim, by posłuchać w ciszy, jaki ma plan na ten czas dla nas Boży Baranek.

Zima

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska

„Jest zima, musi być zimno” – wita mnie zaraz po wejściu do pracy jeden z zakonników. Chwilę żartujemy, idąc po schodach, i jestem już w redakcji.
Nasz dział mieści się w domu zakonnym. Dzięki temu mogę na co dzień, z pewnej odległości, zaobserwować, jak wygląda życie w zgromadzeniu. Oczywiście kontakt mam przede wszystkim z pracownikami świeckimi, co jednak nie znaczy, że nie zauważam, czasem kątem oka, jak kształtują się relacje w zakonie. Nie mam pełnego oglądu sytuacji, ale to, co do mnie dociera, jest budujące. Również wspomnienia starszych pracowników dużo mi mówią. Pojawiają się imiona i nazwiska duchownych, którzy wcześniej tu pracowali i zapisali się w ich pamięci złotymi zgłoskami. (Są też wyjątki od tej reguły, ale na szczęście nieliczne).

Rozgrzewam się gorącą herbatą ziołową i pracuję nad kolejnym tekstem. Za oknem świt – niebo jest różowo-pomarańczowe, a koleżanka z pokoju obok żartuje, że jest to zdjęcie ilustracyjne do tematu „Kiedy ranne wstają zorze”. Znów się serdecznie śmiejemy.

Śnieg jest taki piękny – przywołuje miłe wspomnienia z dzieciństwa. Przed oczami mam obrazy z podwórka: kolegów i koleżanki, sanki, narty-ślizgacze, łyżwy saneczkowe, śnieżki, bałwany, ślizgawki. Mam wrażenie, że znów słyszę wesoły gwar towarzyszący naszym wspólnym zabawom.

Gdy wieczorem kładę spać najmłodszą dwójkę dzieci, opowiadam im na dobranoc, jak wyglądała kiedyś zima. Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że może to być dla nich tak interesujący temat.

Ale chwilę później przypominam sobie, że jako dziecko też prosiłam swojego tatę, by opowiadał mi o tym, jak wyglądała zima za czasów jego dzieciństwa. Mówił mi wtedy, że woda zamarzała im w cebrzyku, a mróz malował kwiaty na szybach w sieni. (Zawsze byłam ciekawa, jak wyglądały te kwiaty). Do szkoły szli – tato ze swoim bratem – na skróty, przez zamarznięte jezioro.

Być może moje dzieci też będą kiedyś opowiadały swoim synom i córkom o tym, jak kiedyś wyglądały zimy i wspólne zabawy w ogrodzie, jak lepiły bałwana, gubiły rękawiczki i nosiły czapki w kieszeni zamiast na głowie.

Jest zima, musi być zimno – to zdanie słyszałam, będąc jeszcze małym dzieckiem. Brzmi trochę jak: „To jest życie, czasem musi być ciężko”, ale mimo tego wydźwięku, optymistycznie mnie nastawia do kolejnego, mroźnego nadal, dnia. Jest w nim jakaś uspakajająca stałość. Jak w innym, równie kojącym zdaniu: „Po burzy jest słońce, po słońcu jest deszcz”.
I w innym, autorstwa ks. Twardowskiego: „W życiu najlepiej, jak jest nam dobrze i źle. Kiedy jest nam tylko dobrze – to niedobrze”. To prawda. :)

Gołąbeczki

Tagi

, , , , , ,

Fot. Danuta Kamińska
Praca własna: Elżbieta Kamińska

Taki piękny obrazek namalowała dla nas nasza mała córeczka. Patrząc na niego, przypomniałam sobie zabawną sytuację z czasów narzeczeństwa. Otóż szliśmy naszym zwyczajem, trzymając się za ręce (teraz chodzimy pod rękę, a nie za rękę, ale nadal dużo spacerujemy), gdy nagle usłyszeliśmy nad sobą życzliwy śmiech i wołanie: „Gołąbeczki!”. To dekarz pracujący na jednym z dachów mijanych przez nas domów postanowił zrobić nam żarcik.

Na początku trochę się speszyłam tym jego wołaniem, ale mój narzeczony (dziś – od wielu już lat – mąż) uspokoił mnie, że przecież nie robimy niczego złego. Po chwili przyznałam mu rację, choć nadal trochę piekły mnie policzki: miałam nadzieję, że skradziony mi buziak nie miał zbyt wielu świadków.

Uśmiecham się na to wspomnienie. Teraz to osiedle jest już gęsto zabudowane, dom przy domu, a nieco dalej – blok przy bloku. Żaden dekarz do nas nie woła, choć jednego w tygodniu musieliśmy wezwać do naprawy naszego dachu.

Tylko gołąbeczki zostały. Nie tylko wśród różowych obłoczków, również wśród gradowych chmur i piorunów. Bo „miłość nie pamięta złego, wszystko znosi, wszystko przetrzyma, we wszystkim pokłada nadzieję”. Amen!

Przejdź do paska narzędzi